Zawsze piszę daty uświadamiając, po części samą siebie, o upływie czasu. I zawsze wyobrażam sobie wtedy piasek przesypujący mi się między palcami, jak wtedy gdy siedzę na plaży w upalne lipcowe czy też sierpniowe dni.
Wróciłam tutaj, po kilku miesiącach, jak zwykle w tym samym stanie - robiąc sobie rozrachunek z własnego życia, podejmowanych decyzji i straconych szans.
Już niedługo sesja egzaminacyjna, a dopiero co zaczynałam studia przekonując samą siebie o tym jak skrupulatnie i systematycznie zamierzam się uczyć. Zostały mi 2 dni na oddanie eseju ze Wstępu do Prawoznawstwa. Pocieszam się tylko tym, że podobno tylko najinteligentniejsi ludzie zostawiają wszystko na ostatnią chwilę, hahaha.
Pierwsze 5 dni roku 2014 minęło mi na nauce i marnotrawieniu wszystkiego wokół - od czasu przez pieniądze na jedzeniu skończywszy. Mam przeczucie, że w tym roku uda mi się spełnić wszystko co sobie zaplanowałam: wycieczka za granicę, zdobycie pracy w kawiarni, przeczytanie kilku ciekawych książek, zdanie prawa jazdy...
I jedna najważniejsza rzecz - nie chciałabym w tym roku stracić nikogo dla mnie ważnego. Mam już dość pożegnań po 2013.
Bardzo się cieszę, że 2013 w końcu się skończył, a wraz z nim rzuciłam w niepamięć wszystko co mnie bolało, zostawiłam za sobą wszystko co ciągnęło mnie w dół i mam wrażenie, że nareszcie będę mogła rozwinąć swoje skrzydła.
Każdego roku dostrzegam też o co mi chodziło, gdy w wieku 13 lat zastanawiałam się co tak bardzo różni dzieci i dorosłych, co jest tym czynnikiem, który burzy całą radość cieszenia się z głupich rzeczy i zaszczepia w nas pewnego rodzaju gorzką wizję świata, w którym nic nam się nie podoba i wszystko nas denerwuje. Dostrzegam też jedną bardzo ważną rzecz - im starsza się staję, tym bardziej tego nie chcę, ujawniają się moje ogromne pokłady niedojrzałości, której - o dziwo - nie chcę się pozbywać. Czuję coraz intensywniej, że nie jestem gotowa podjąć się wielu rzeczy i zapewne baaaaardzo długo gotowa na to nie będę, taki głupi przykład - gdy słyszę o tym jak ludzie w moim wieku już się zaręczają i zamierzają układać życie "na poważnie", robi mi się słabo. Chociaż... czy ja wiem czy to taki dobry przykład? Własne doświadczenie nauczyło mnie, że ze związku z drugim człowiekiem nie można wynieść nic pozytywnego, że mówienie komuś za wcześnie słów "Kocham Cię" jest ogromnym błędem, szczerze mówiąc - teraz nie cierpię tego wyrażenia, wiąże się ono z czymś przykrym, z czymś nieszczerym i smutnym, z zobowiązaniem, którego nie można dotrzymać. Jeżeli małżeństwo jest wersją "upgraded" związku, to coś czuję, że nigdy w życiu nie założę obrączki. Może zwyczajnie muszę poczekać na kogoś, kto uświadomi mnie, że kochać kogoś znaczy nie tylko zamartwiać się o zdanie tej osoby, lecz chęć dogłębnego poznania i próby uszczęśliwienia tej osoby. Niektórzy po prostu do siebie w tej kwestii nie pasują, a niestety nic na siłę. Tak teraz na przykład jednym z moim marzeń jest to ,żeby pewna osoba po prostu się ode mnie odwaliła i wyszła z mojego życia bez prób nawiązania jakiegokolwiek kontaktu, który jest dla mnie nieprzyjemny i uciążliwy nie z powodu jakiś resztek uczuć, a wręcz przeciwnie - z powodu tego, że osobowość tej osoby mnie irytuje i nie widzę już żadnych możliwości odratowania jakiejkolwiek zażyłości, innymi słowy - nie da się utrzymać przyjaźni między dwoma osobami między którymi przyjaźń nigdy nie zaistniała.
Zastanawiam się ostatnio, czy trzymanie w sobie wszelkich negatywnych emocji jest dobrym rozwiązaniem, czy udawanie tego, że jest się silnym pomimo wszystko na jakiś sens głębszy od samooszukiwania się i usilnych prób ułożenia sobie życia.
Mówi się, że niektóre lata są latami pytań, a inne - latami odpowiedzi. Ciekawi mnie do której z tych kategorii będzie można zaliczyć rok 2014. Mam nadzieję, że do tej drugiej.
Powodzenia.

