piątek, 29 marca 2013

Let me talk about mine~

Ostatnio nie miałam jakoś czasu żeby usiąść sobie i pomyśleć nad tym co się dzieje z moim życiem.
Może inaczej - miałam czas, ale jakoś odwlekałam ten temat sama od siebie. Myślę, że taka specyficzna pora jak środek nocy z piątku na sobotę bardzo pomogła w podjęciu tego zagadnienia.
Lubię siebie sam na sam. Serio, nie jestem aż tak źle do siebie nastawiona gdy siedzę w pokoju z wyciągniętymi nogami na biurku, wodą gazowaną siorbaną ze słomki, błądzeniem po czeluściach internetu (przeczytawszy nawet Pudelka!), bałaganem wokół i kotem chrapiącym na fotelu.
Gorzej jeśli chodzi o kontakty z innymi ludźmi, wtedy mam ochotę bić się po twarzy co drugie wypowiedziane nieodpowiednio słowo...
Przyznam się, że niezbyt uważam na to co mówię... powinnam nauczyć się mówić uprzednio zastanowiwszy się nad tym, czy wypowiadane słowa nie są:
a) obraźliwe
b) dziwne
c) nie na miejscu
d) wszystko naraz
Podsumowując samą siebie po 18 latach i 3 miesiącach życia (o jak równo) stwierdzam, iż opanowanie tej sztuki przyjdzie mi... ee... opornie?

Powinnam posprzątać pokój, zamknąć kompa, położyć się grzecznie spać, wstać rano, pójść poświęcić koszyczek na święta, następnie poczytać książki do pracy maturalnej, napisać ową pracę, pouczyć się z historii, napisać 6 prac pisemnych z rozszerzonego angielskiego, odrobić matematykę i polski, i tak dalej do usranego maja. Z tym że bez święcenia koszyczka.
Powinnam.
He.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz