wtorek, 3 czerwca 2014

I feel that.

Trzeci czerwca 2014 roku, 10 godzin przed egzaminem z Logiki Prawniczej, na który jestem przekonana, że umiem wystarczająco, aby zadowolić własne aspiracje. To chyba ten egzamin skłonił mnie do przemyśleń takich jak dziś, to zawodzenie się na samym sobie w przypadku nie spełnienia wymaganych kryteriów, które samemu się sobie stawia.
Od kilku dni czuję, że jestem zawiedziona sama sobą.
Te wszystkie ideały o których ciągle myślę, wzorcowe postawy charakterologiczne, znowu prowadzą mnie do punktu wyjścia, do miejsca w którym byłam już wielokrotnie - do pytania "Jak mogę zmienić siebie na lepsze? I co "lepsze" tak naprawdę oznacza?". Szukając odpowiedzi na to pytanie zazwyczaj kończę zastanawiając się nad podstawowymi kategoriami filozoficznymi, może to zabrzmi bardzo patetycznie, ale chodzi mi o kategorię dobra i zła.
Z wiekiem czuję się coraz bogatsza w doświadczenia życiowe, we wnioski wyprowadzone z różnych sytuacji w których miałam szczęście i nieszczęście uczestniczyć, bądź być ich świadkiem. Czuję, że odkrywam kawałek po kawałku co mam robić aby żyć szczęśliwie i w zgodzie z samą sobą.
Ale im więcej rzeczy sobie uświadamiam, tym bardziej czuję jak to "szczęście" wyślizguje mi się z rąk. Jakie błędy popełniam, a nie potrafię ich naprawić. Jak bardzo brakuje mi tej energii, która jest niezbędnym składnikiem do tego, aby wykształcić w sobie umiejętność cieszenia się z jakichkolwiek rzeczy.
Do jakiego doszłam wniosku?
Że jedyną osobą, która decyduje o twoim życiu jesteś ty sam.
To od ciebie zależy co zrobisz w każdej sytuacji, od tego czego od siebie wymagasz i jaki chcesz być, bo nic nie jest niemożliwe. "Już taki jestem" to żadne wytłumaczenie.
Grunt to postawić sobie właściwe cele. I dążyć do nich konsekwentnie.
Teraz tylko czas wygenerować w sobie to wyżej wspomniane "źródło energii".

sobota, 8 lutego 2014

Rotten Apple

Jest mi strasznie źle, boli mnie serce i chcę zniknąć. Czuję się niepotrzebna i niechciana nigdzie, mam ochotę stopić się ze swoją kołdrą i przeleżeć resztę życia w wiecznej wegetacji. Jestem strasznie niepewna tego czy zdałam egzaminy z historii, a przez dzisiejszy sen jest nawet gorzej, bo widziałam w e-dziekanacie te dwóje w odpowiednich rubrykach. Jestem zirytowana własną siostrą, a powinnam okazywać jej dużo zrozumienia, w zamian za to dogryzam jej ciągle. Mam skoki nastrojów, potrafię rozryczeć się przez cokolwiek.



niedziela, 5 stycznia 2014

Pineapple.

5 stycznia 2014 roku

Zawsze piszę daty uświadamiając, po części samą siebie, o upływie czasu. I zawsze wyobrażam sobie wtedy piasek przesypujący mi się między palcami, jak wtedy gdy siedzę na plaży w upalne lipcowe czy też sierpniowe dni.
Wróciłam tutaj, po kilku miesiącach, jak zwykle w tym samym stanie - robiąc sobie rozrachunek z własnego życia, podejmowanych decyzji i straconych szans.
Już niedługo sesja egzaminacyjna, a dopiero co zaczynałam studia przekonując samą siebie o tym jak skrupulatnie i systematycznie zamierzam się uczyć. Zostały mi 2 dni na oddanie eseju ze Wstępu do Prawoznawstwa. Pocieszam się tylko tym, że podobno tylko najinteligentniejsi ludzie zostawiają wszystko na ostatnią chwilę, hahaha.
Pierwsze 5 dni roku 2014 minęło mi na nauce i marnotrawieniu wszystkiego wokół - od czasu przez pieniądze na jedzeniu skończywszy. Mam przeczucie, że w tym roku uda mi się spełnić wszystko co sobie zaplanowałam: wycieczka za granicę, zdobycie pracy w kawiarni, przeczytanie kilku ciekawych książek, zdanie prawa jazdy...
I jedna najważniejsza rzecz - nie chciałabym w tym roku stracić nikogo dla mnie ważnego. Mam już dość pożegnań po 2013.

Bardzo się cieszę, że 2013 w końcu się skończył, a wraz z nim rzuciłam w niepamięć wszystko co mnie bolało, zostawiłam za sobą wszystko co ciągnęło mnie w dół i mam wrażenie, że nareszcie będę mogła rozwinąć swoje skrzydła.
Każdego roku dostrzegam też o co mi chodziło, gdy w wieku 13 lat zastanawiałam się co tak bardzo różni dzieci i dorosłych, co jest tym czynnikiem, który burzy całą radość cieszenia się z głupich rzeczy i zaszczepia w nas pewnego rodzaju gorzką wizję świata, w którym nic nam się nie podoba i wszystko nas denerwuje. Dostrzegam też jedną bardzo ważną rzecz - im starsza się staję, tym bardziej tego nie chcę, ujawniają się moje ogromne pokłady niedojrzałości, której - o dziwo - nie chcę się pozbywać. Czuję coraz intensywniej, że nie jestem gotowa podjąć się wielu rzeczy i zapewne baaaaardzo długo gotowa na to nie będę, taki głupi przykład - gdy słyszę o tym jak ludzie w moim wieku już się zaręczają i zamierzają układać życie "na poważnie", robi mi się słabo. Chociaż... czy ja wiem czy to taki dobry przykład? Własne doświadczenie nauczyło mnie, że ze związku z drugim człowiekiem nie można wynieść nic pozytywnego, że mówienie komuś za wcześnie słów "Kocham Cię" jest ogromnym błędem, szczerze mówiąc - teraz nie cierpię tego wyrażenia, wiąże się ono z czymś przykrym, z czymś nieszczerym i smutnym, z zobowiązaniem, którego nie można dotrzymać. Jeżeli małżeństwo jest wersją "upgraded" związku, to coś czuję, że nigdy w życiu nie założę obrączki. Może zwyczajnie muszę poczekać na kogoś, kto uświadomi mnie, że kochać kogoś znaczy nie tylko zamartwiać się o zdanie tej osoby, lecz chęć dogłębnego poznania i próby uszczęśliwienia tej osoby. Niektórzy po prostu do siebie w tej kwestii nie pasują, a niestety nic na siłę. Tak teraz na przykład jednym z moim marzeń jest to ,żeby pewna osoba po prostu się ode mnie odwaliła i wyszła z mojego życia bez prób nawiązania jakiegokolwiek kontaktu, który jest dla mnie nieprzyjemny i uciążliwy nie z powodu jakiś resztek uczuć, a wręcz przeciwnie - z powodu tego, że osobowość tej osoby mnie irytuje i nie widzę już żadnych możliwości odratowania jakiejkolwiek zażyłości, innymi słowy - nie da się utrzymać przyjaźni między dwoma osobami między którymi przyjaźń nigdy nie zaistniała.

Zastanawiam się ostatnio, czy trzymanie w sobie wszelkich negatywnych emocji jest dobrym rozwiązaniem, czy udawanie tego, że jest się silnym pomimo wszystko na jakiś sens głębszy od samooszukiwania się i usilnych prób ułożenia sobie życia.

Mówi się, że niektóre lata są latami pytań, a inne - latami odpowiedzi. Ciekawi mnie do której z tych kategorii będzie można zaliczyć rok 2014. Mam nadzieję, że do tej drugiej.

Powodzenia.


środa, 25 września 2013

Years like months, months like days.

Niedługo minie rok od kiedy założyłam tego bloga...
Nie pisałam całe wakacje, ale to w sumie zrozumiałe, zawsze pisałam notkę tutaj gdy:
-próbowałam uporządkować coś w swoim życiu
-czułam potrzebę pozbierania swoich myśli
-miałam ochotę czymś się podzielić
-lub było mi po prostu źle.
Nie porządkowałam swojego życia przez całe 4 miesiące, pozwoliłam na to, żeby czas przeleciał mi przez palce, cieszyłam się z każdego dnia, jeździłam pociągiem, przesypiałam całe dnie, zalewałam organizm alkoholem lub zwyczajnie siedziałam przed kompem scrollując jak teraz.

Mam wrażenie, że to był bardzo ważny rok w moim życiu.
Ostatni rok w liceum, stres związany z przygotowaniem do matury, podjęcie wielu ważnych decyzji, poznanie wielu wspaniałych osób. Starałam się stworzyć bardzo wiele dobrych wspomnień, choć nie zawsze się to udawało.
Uczę się na swoich błędach, chociaż często łapię się na tym, że wyłączam rozsądny tok myślenia i działam pod wpływem impulsu.
Czas mija, a ja coraz wyraźniej widzę jak kształtowała się moja osobowość, kiedyś bardzo często zastanawiałam się nad tym kim jestem i kim chciałabym być... Nie myślę o tym teraz w ogóle. Nie mam na to kompletnie wpływu. Przestałam martwić się o to jak wypracować w sobie poszczególne cechy charakteru, bo zwyczajnie robię to co uważam za słuszne.

W tym roku odeszła bardzo ważna osoba w moim życiu, ktoś kto zawsze stał po mojej stronie, z kim wiązałam bardzo wiele dobrych wspomnień. Do teraz nie mogę sobie wybaczyć, że nie byłam przy nim w najcięższych chwilach, że nie zdążyłam się nawet pożegnać właściwie. Ostatni gest jaki pamiętam to uścisk dłoni, gdy szykowałam się do wyjazdu. Żałuję, że nie poświęcałam mu więcej czasu. Żałuję, że tegoroczne święta będą dla mnie bardzo przykrym wydarzeniem.

Z wieloma ludźmi na pewno urwie mi się teraz kontakt. Nie chodzę już do liceum, nie będę widywała się już z moją klasą. Przyjdą nowi ludzie, nowe doświadczenia i nowe możliwości tworzenia dobrych wspomnień.

Nie wiem czy będę dalej prowadziła tego bloga, bardzo możliwe, że tak, wszystko zależy od mojej dobrej energii...

Anyway, Zuza future lawyer fighting!

czwartek, 23 maja 2013

My Hyde Side

Przyszłam tu, patrze na licznik wyświetleń, a tam data 1226 - sprowadzenie Krzyżaków do Polski przez Konrada Mazowieckiego!
O tak trudno mi wywalić z głowy całą historię >< no cóż, wakacje enjoying pełną parą <3
Nie mam nic ciekawego dziś do napisania, całymi dniami leniuchuję *podjada kawałek pizzy, to nic że jest pierwsza w nocy* ~~
Mam ostatnio fazę na VIXX, biję się po twarzy, że nie znalazłam ich wcześniej... a to zeszłoroczne rookies... *skacze z klifu* sob sob, czemu z rookies 2012 widziałam tylko EXO (DZISIEJSZY TEASER DO WOLFA, CO TO BYŁO CO TO BYŁO *SLAP IN THA FACE*) i B.A.P (Bang Yongguuuuuuuuuk <3)... no i może Nu'est troszkę (Renata i koledzy hyhyhy).
A VIXX to takie cudy ;; Już się dziś na fejsie tak rozwiodłam na temat ich dzisiejszego pierwszego występu na żywo z 'Hyde', że wszystko co bym tu napisała byłoby tylko powtórką z rozrywki.
Just can't control, just can't control~

To lecę oglądać dalej VIXX TV (Ken TV yaaaaaaay)!

poniedziałek, 20 maja 2013

Sixty seconds

"Jedną historię miłosną można zamknąć w sześćdziesięciu sekundach. Tylko tyle potrzeba, aby się zakochać. I tyle samu czasu zajmuje złamanie komuś serca."

Cały weekend (czyt. niedziela i poniedziałek) przeleżałam w łóżku czytając i płacząc z feelsów. Jedyne czym się żywiłam to mleko bananowe (no zdarzyło się dwa razy żebym zjadła coś normalnego, ale brzuch mnie strasznie po tym bolał). Za 8 godzin będę już całkowicie po egzaminach maturalnych! Uaaaah~~

Byłam w sobotę w Kołobrzegu z moimi kpoperami, to był taki piękny dzień ;; Mogłam robić zdjęcia Nichkhunem (well... to właściwie Nikon... ale zostańmy przy nazwie Nichkhun hahaha) feel like L Kim, ha! 
Pisanie imion w piachu, chodzenie po falochronach, wbijanie do wody w ciuchach, słuchanie She's Back i tańczenie Supa Luv, chodzenie boso, śpiewanie piosenek o Minho do randomowych melodii pana, który grał na saksofonie obok nas, opowiadanie fików, zawstydzanie wszystkich pedofilskimi żarcikami, noszenie chusty niczym Kai w capsach z nowego mv EXO i wiele wiele innych rzeczy, które trzeba powtórzyć!

Umm... nie chce mi się iść spać, budzenie się o 16 nie było dobrym pomysłem hahaha.
Obym nie dostała jakiegoś trefnego zestawu, podobno na jednym obrazku do opisania jest półnagi murzyn wyskakujący z tortu, strasznie chcę mieć ten zestaw! XD
To miłe mieć wakacje w maju, zwłaszcza że taka ładna pogoda jest ostatnio, szkoda że to pierwsze i ostatnie takie wakacje w życiu, trzeba je dobrze zaplanować:D
Well, to wyżej to miało być pozytywne przesłanie dnia, ale jak widać, życiowym priorytetem Kim Myungsoo pozostanie jedzenie...
Speaking about Kim Myungsoo, czuję ogromną potrzebę podzielenia się tutaj najpiękniejszą predebutową fotką jaką kiedykolwiek miał Myunggie, it's so adorable that I just caaaan't ;;;
To jest niemożliwe żeby tak wyglądać na zdjęciu legitymacyjnym/dowodowym , jak patrze na swoje własne zdjęcia tego typu, to wygląda to jakbym miała potrójne skrzywienie kości policzkowych, została kopnięta w twarz z pięć razy i przyszła tak do fotografa. A on?! 
This is impossibru. 
-.-
Zastanawiam się nad swoją reakcją, gdy przyjdzie Bravo Viewtiful... Będzie trzeba wynieść z pokoju wszelkie ostre narzędzia, obłożyć wszystko jakimś pluszem i znaleźć dobre zatyczki do uszu dla sąsiadów oraz dużo chusteczek... Po co to zamawiałam, sama siebie wpędzam w stany przedzawałowe XD Zacznijmy od tego, że w takie stany wprowadzam się za każdym razem wchodząc na tumblr, a co dopiero gdy przyjdzie do mnie takie coś... plus plakat... czyżby mój zgon miał tak przebiec? _._

Nic mi się nie chce. Nic nic nic nic nic.
I żartowałam z tym, że KMS ciągle myśli o żarciu, on też powie czasem coś dobrego, gdy się go wyrwie z jego prywatnego świata <3
;~~~~;

piątek, 17 maja 2013

Lemon Candy

Czyżby nastał ten moment? Czyżby dziś już było 'po maturach'? Ahh nie, jeszcze wtorek angielski ustny~
Ale to tylko formalność, teraz trzeba na poważnie przemyśleć co chciałabym zrobić w tym dłuuugim okresie czasu między chwilą obecną a rozpoczęciem studiów (prawdopodobnie, nigdy nic nie wiadomo).
Jadę jutro do Kołobrzegu, może tam złapię trochę inspiracji.
Turururu czekam na moje L's Bravo Viewtiful, już wysłane z Korei, jedzie by wpaść w moje łapska, nie mogę się doczekać :)))

<3~